Zdradzieckie mordy i kanalie. Delikatne słowa prawdy według PiS

Drukuj

Gdy wczoraj o 17:30 prezydent Duda, wyraźnie zdenerwowany, ogłosił swoje ultimatum w sprawie ustaw sądowych, sądziłem, że zdobył się wreszcie na bycie prezydentem. Że wysłał wyraźny sygnał Kaczyńskiemu, iż dłużej długopisem szeregowego posła nie będzie.

Nawet przez czas jakiś miałem małą prywatną satysfakcję, bo już ponad 20 godzin temu przeczuwałem, że tak się stanie, pisząc o tym na Twitterze. Zakładałem, że kontra ze strony prezydenta jest tylko pierwszym krokiem do możliwych dalszych zmian w tych ustawach. Podstawami ku temu, by tak sądzić, była analiza sygnałów jakie obóz władzy wysyłał do siebie w ostatnich dniach. Najpierw weto prezydenta do ustawy o RIO, potem zakamuflowane ataki na Dudę przez obóz PiS (taki drobny szczegół chociażby: komentarz w TVP ze spotkania pary prezydenckiej i pary książęcej z powstańcami, gdzie na pasku informacyjnym napisano, że prezydent “tryska humorem ku czci poległych powstańców warszawskich”), wreszcie wypowiedź min. Łapińskiego skierowana w stronę Nowogrodzkiej na temat wyboru Dudy na prezydenta. To wszystko mogło sugerować, że trwa jakaś dekonstrukcja obozu władzy.

Tymczasem późniejsze spotkanie marszałków Sejmu i Senatu rozwiało wszelkie nadzieje na chociaż minimalną normalność w tym kraju. Po tym spotkaniu wiadomo mianowicie, że Andrzej Duda swoim ultimatum wynegocjował jedynie swoją pozycję w całej tej hucpie związanej z demontażem ustroju państwa.
W istocie jest już niemal pewne, że podpisze wszystkie trzy ustawy, które obarczone są grzechem pierworodnym niezgodności z Konstytucją. Co prawda cały obóz władzy, jak mantrę, powtarza, że Konstytucja dopuszcza jej zmianę poprzez ustawę, ale przecież każde dziecko wie (powinno wiedzieć), że najwyższą rangę ma Ustawa Zasadnicza, potem ustawa a na końcu jest rozporządzenie. To są podstawy Wiedzy o Społeczeństwie, ale tego przedmiotu akurat w szkołach nie uczą, a w nowej szkole PiS ta wiedza będzie wręcz zakazana. Ustawa regulująca pracę tego czy innego ciała konstytucyjnego nie może być sprzeczna z Konstytucją, bo wtedy po co niby miałaby być ta Konstytucja? To jest tak logiczne i oczywiste jak dwa dodać dwa cztery. Obóz władzy jednak od dawna wmawia Polakom, że dwa dodać dwa to pięć. Albo trzy. Albo trzydzieści trzy.
Za kilka dni skończy się demokracja w Polsce w rozumieniu zachodniego świata, a Unia Europejska będzie powoli eliminować Polskę z grona państw Unii, bo pan prezydent dokonał po prostu zwykłej wolty, polegającej jedynie na zyskaniu większej pozycji negocjacyjnej, ale nie po to, aby ratować ten cały ustrojowy syf jaki nam funduje władza, tylko po to, aby samopoczucie prezydenta było lepsze. To jest jedyny cel jego aktorskiego wystąpienia. Andrzej Duda miał ostatnią szansę pokazać się jako strażnik Konstytucji. Pokazał się jako bezwolne narzędzie posła i polityk, który myśli wyłącznie o swojej reelekcji, bo hasło 3/5 jest oczywistym ukłonem w stronę elektoratu Kukiza.

A czego w tym wszystkim chce polskie społeczeństwo? Społeczeństwo polskie nie chce żadnej demokracji, broni jej tylko garstka desperatów, przychodząca codziennie pod Sejm i pałac prezydencki. Cała reszta, ta milcząca i ta aktywna po tamtej stronie mediów społecznościowych została kupiona za 500 srebrników.

Jako przedsiębiorca z 27-letnim stażem o polskim sądownictwie mógłbym powiedzieć bardzo dużo. Występowałem w sądach właściwie w każdym charakterze i wielokrotnie widziałem pracę sędziów. Też mógłbym powiedzieć, że zostałem nieraz pokrzywdzony przez sądy, jak na przykład wtedy, gdy w I instancji sprawę wygrałem w zdecydowany sposób, a uzasadnienie wyroku było druzgocące dla drugiej strony, łącznie z przyłapaniem świadków na kłamstwach. W II instancji sąd jednak wydaje wyrok całkowicie przeciwny, nie biorąc pod uwagę części dowodów na moją korzyść. Na temat niezawisłości tego sądu mógłbym też powiedzieć wiele. Kasacja wyroku jest natomiast fikcją, bo ile osób wie, że aby sprawa trafiła pod rozpoznanie przez Sąd Najwyższy musi przejść najpierw wstępną ocenę, a tutaj decyduje jedynie jeden sędzia, który wcale nie jest zainteresowany dalszym rozpatrywaniem sprawy ze względu na ilość spraw w tym sądzie? Albo gdy sędzia w ogóle nie uwzględnia wniosków strony, które odnoszą się do łamania procedury sądowej – dla sędziego nie ma to żadnego znaczenia, ale ustawia cały proces od razu tak, że równowaga stron jest także fikcją. Albo ile osób wie, że aby wystąpić do sądu z pozwem o odzyskanie pieniędzy trzeba wnieść opłatę w wysokości kilku procent wartości sporu? Jeśli pozew chce złożyć upadająca firma, koszty te w zasadzie uniemożliwiają działanie, bo instytucja zwolnienia z kosztów sądowych, to także fikcja.

Mógłbym pisać o wielu takich rzeczach, ale nigdy, powtarzam nigdy, nie zaakceptuję sytuacji, w której władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza będzie w jednych rękach. I to niezależnie od proweniencji politycznej. Gdyby PO robiła podobny skok, moje oburzenie byłoby takie same.

“Reforma” zaproponowana przez PiS nie ma żadnego związku z reformą sądów. Chcecie zmieniać sądy? Proszę bardzo: obniżcie koszty sądowe, wprowadźcie obowiązkową (bezpłatną) mediację przedprocesową (ile osób wie, że mediacja kosztuje i to wcale niemało, bo uzależniona jest od wartości sporu?). Albo wprowadźcie sędziów pokoju, aby sąd właściwy nie musiał się zajmować sprawami typu sąsiad sąsiadowi ukradł słoik dżemu z piwnicy. Ile osób zdaje sobie sprawę z tego, że przewlekłość procesów bierze się głównie z ilości spraw, bo Polacy to naród, który uwielbia się sądzić w sądzie? O przysłowiową miedzę.

Nic takiego nie słyszę ze strony władzy. Ale co gorsza nie słyszę tego także ze strony opozycji. A tutaj potrzebna jest wielka ofensywa.

Tymczasem suweren kupuje wszystko, co powie władza. Każdą bzdurę, każde kłamstwo. Słuchając wczoraj ministra Ziobro, miałem nieodparte wrażenie, że PiS zmienia ustrój państwa tylko dlatego, że jeden sędzia ukradł 50 zł a inny wiertarkę. Poczytajcie komentarze z drugiej strony mediów społecznościowych – nie ma tam żadnej refleksji.

A jak wygląda zreformowane przez PiS sądownictwo widać po rozwalonym Trybunale Konstytucyjnym. Można to bardzo łatwo sprawdzić – ile wyroków wydał TK przed a ile po przejęciu przez PiS. To nie jest skomplikowane.

Co można zrobić w takiej sytuacji?

Słychać z różnych stron, aby zaostrzyć działania opozycji względem władzy. Czyli co? Mamy iść w stronę wojny domowej? Wszystkim, którzy myślą o takich rozwiązaniach przypomnę historię pierwszej Solidarności i jej etos. Etos ten polegał na rosnących i ciągłych protestach, jako drogi do sukcesu, i według mnie to jedyna obecnie droga. Tylko stały i rosnący nacisk społeczny może dać do myślenia Kaczyńskiemu. Chcę zwrócić uwagę na to, że protesty odbywają się w wielu miastach Polski, nie tylko w Warszawie. A gdy policzymy tych wszystkich protestujących, mamy już dziś na pewno ponad 100 tysięcy osób.

Trzeba dalej to kontynuować. Niezbędna jest też dalsza konsolidacja Opozycji. I pokazanie rozwiązań zmierzających do faktycznej reformy sądownictwa.

Co do haniebnych słów posła Kaczyńskiego: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami” i dzisiejszych słów posła Suskiego, że to delikatne słowa prawdy, to chcę uzmysłowić państwu, że w tym momencie PiS pokazał prawdziwy cel przejęcia sądów. Nie idzie o żadną reformę, idzie o całkowitą bezkarność władzy.

Mówicie o tym głośno. Wszędzie i na każdym kroku.

 

Czytaj również