Wilczek w baraniej skórze

Drukuj

Kaczyński nie jest żadnym geniuszem. Z samego faktu, że potrafi on wyciągać wnioski z własnych (licznych) błędów oraz posiada wiedzę o zachowaniach liberalnego społeczeństwa, nie da się wyprowadzić oczywistego wniosku, że jest on Magnusem Carlsenem polityki, a w szczególności polityki polskiej. Natomiast bez wątpienia można uczyć się od niego jednej rzeczy, a mianowicie wiedzy na temat reakcji liberalnych grup społecznych. Pod tym względem ma wiedzę większą, niż sądzą one same o sobie. Zrozumienie tego procesu jest sednem zrozumienia porażek szeroko pojętego obozu anty PiS.

PiS idzie po centrum. 

Wilczek (daleki jestem od tego, aby nazywać go wilkiem) wcisnął znów guziczek z napisem “idziemy po centrum”. Nadchodzi czas wyborów, więc pora na łagodną twarz PiSu i przystawek. Farsa pod znamiennym tytułem “rekonstrukcja rządu” jest tego najlepszym przykładem. W cień poszli nie tylko najbardziej zabetonowani politycy, ale także najbardziej kontrowersyjne sprawy. To dlatego plan przejęcia sądów, spółek i administracji państwa musiał zakończyć się najpóźniej w roku 2017. Teraz przychodzi czas na nowoczesny i liberalny wręcz (o zgrozo!) obóz władzy, nie tylko dlatego, że wchodzimy w wyborczy maraton, ale także, a może przede wszystkim, zaczyna się bój o unijną kasę, a wiadomo przecież, że żadna kasa nie śmierdzi, nawet ta z lewackiej Unii. Rzecz w tym, że na Kaczyńskim lepiej się znają tam, niż tu. Jeśli bowiem “odnowiony” obóz władzy zdoła ponownie przyciągnąć centrum, używając zgranej sztuczki, będzie to oznaczać, że jakieś 15-20% polskiego społeczeństwa (w większości nieźle wykształconego) nie będzie zasługiwać na to, aby nazywać go w pełni rozumnym. Założymy się, że nagle możliwe będzie porozumienie z lekarzami i w zaczarowany sposób znajdą się też środki na służbę zdrowia? Okres błędów i wypaczeń minął – nadchodzi naprawiony socjalizm prawicowy! Zobaczcie, rodacy, potrafimy wyciągać wnioski i skorygować swoją politykę, aby Polkom i Polakom żyło się dostatniej. Naprawdę to kupujecie?

Rechot Kaczyńskiego. 

Pytanie to nie jest pozbawione sensu, gdyż kupiliście przecież całkiem niedawno zagrywkę Kaczyńskiego pod nazwą “zaostrzenie aborcji”. Daliście się nabrać na tę sztuczkę jak dzieci. I co gorsza, nadal w tę gierkę gracie. A plan jest dziecinnie prosty – wystarczyło było tylko położyć na stół znaczone karty, aby uruchomić żenujący wręcz spektakl podziału obozu anty PiS. Plan ten opiera się na jednym założeniu, liberalna cześć społeczeństwa, z natury swej wolna i mało karna, rzuci się na siebie w amoku w walce o coś, co oczywiście jest ważne, ale w obecnym rozdaniu politycznym całkowicie niemożliwe do realizacji. Połknięcie haczyka i pójście na wojnę z liberalizacją ustawy aborcyjnej w sytuacji kiedy oczywistym faktem jest to, że nie ma żadnej szansy na przeprowadzenie tego pomysłu, jest oznaką, że spora część liberalnego społeczeństwa nie ma po prostu nawet podstawowego wyczucia polityki. I świadomość tego właśnie faktu powinna budzić zgrozę, a nie to, że Platforma i Nowoczesna nie potrafią się dogadać w pięć minut. Wszystkim, którzy dali się wciągnąć w tę grę, mówię: opanujcie się! Opanujcie się, bo do końca kadencji żadnego zaostrzenia aborcji nie będzie, gdyż nie pasuje to Kaczyńskiemu do koncepcji łagodnego PiSu.

Żądanie od Platformy, aby nagle stała się lewacką partią, to jakiś nonsens. Protesty pod jej siedzibą i ogólne obrażanie się na nią tylko dlatego, że twardo trzyma się swoich korzeni, to, przepraszam za słowo, jakiś idiotyzm jest. Od zarania Platforma zawsze była za kompromisem aborcyjnym. Politycy PO powtarzali to wielokrotnie i jest to także wpisane w jej program od lat. Teraz nagle, akurat w tym momencie, oburzona część liberalnej Polski rzuciła się na Platformę w jakimś kompletnym amoku. Tymczasem wrogiem wolności nie jest PO, tylko obóz władzy! Oczywiście, część posłanek i posłów zachowała się skandalicznie i żenująco, udowadniając, że nie mają pojęcia za czym głosują, co ich dyskwalifikuje jako parlamentarzystów, ale to tyle i kropka. Władze klubu i partii zachowały się właściwie i w jedyny sposób, tym bardziej, że przed feralnym głosowaniem odbyło się posiedzenie klubu, na którym szefostwo Platformy i część posłów wyraźnie i wielokrotnie wyjaśniali (a wiem to z pierwszej ręki), na czym polega to głosowanie. Czynienie zarzutów Schetynie, że nie potrafi zapanować nad posłami, jest czystą aberracją. To czym ma być Platforma zatem? Zamordystyczną partią, niczym Komunistyczna Partia Korei Północnej? Opanujcie się, powtarzam!

Jasne, należało to wytknąć, oburzyć się, wyśmiać nawet, ale już wystarczy. Z tego ciasta żadnego chleba nie będzie i doprawdy jego wałkowanie nie spowoduje, że stanie się pulchniejsze i bardziej smaczne. Próba ugrania dla siebie przez lewicę jakiś punktów na tej sprawie, podczas gdy PiS demoluje państwo, jest zwykłą polityczną dziecinadą. Zwłaszcza, że lewica dwukrotnie przecież rządziła w Polsce od czasów zawarcia kompromisu aborcyjnego, raz nawet mając poparcie zbliżone do poziomu, jaki ma dziś PiS, i nic nie zrobiła w kwestii zliberalizowania tego prawa. Dzisiejsze ataki na Platformę, to w istocie gra w grę Kaczyńskiego, który w zaciszu swego gabinetu na Nowogrodzkiej rechocze wręcz z uciechy, patrząc na to, jak obóz anty PiS rzucił się sobie do gardeł. Ślepi jesteście?

Konserwatyści i POstępowi. 

W tym amoku znów wraca temat nowej partii opozycyjnej, przeplatany tematem “jednoczenia lewicy”. Niektórzy widzą nawet Biedronia w roli polskiego Macrona. O ile głębokie połączenie sił liberalno-centrowo-ludowych jest możliwe i wręcz niezbędne, to zjednoczenie lewicy jest absolutną fantasmagorią. Tym samym jest też powstanie nowej partii, opartej, jak rozumiem, na politycznej popularności Roberta Biedronia. Jeśli prawdą jest, że uwierzył on w to, iż może być polskim Macronem, to gratuluję. Chyba, że wygrał potajemnie w totka i ma na koncie jakieś kilkanaście milionów. Jeśli nie ma, niech sobie podaruje to i on, i jego zwolennicy. Sama popularność to za mało, aby w pół roku zbudować siłę polityczną zdolną do wygrania z PiSem. Na życie trzeba patrzeć realnie i opierać się na dostępnych opcjach w aktualnym stanie rzeczywistości, a nie bujać w obłokach. Na dziś jest to, co jest i nie będzie niczego innego.

W ogóle zastanawia mnie to uparte dążenie Polaków do czterdziestu partii politycznych. Rozumiem, że to leży w naszej naturze, każdy chce być szefem, prezesem, czy innym przewodniczącym, ale to nie tędy droga. Kaczyński to w końcu pojął, a druga strona uparcie idzie w jakiś projekt rozbicia dzielnicowego, które skończyło się dramatem. Tymczasem co jest złego w systemie dwupartyjnym? Mają go najbogatsze państwa kultury zachodu i czerpią z niego swój dobrobyt. Co złego byłoby w systemie opartym na dwóch silnych blokach politycznych: prawicowo-konserwatywnym, opartym na PiSie i liberalno-centrowo-lewicowym opartym na PO? Tylko silne partie mogą być motorem napędowym kraju. Rozbicie sceny politycznej na kilkanaście partii, ugrupowań, czy partyjek kanapowych jest właśnie źródłem nieszczęść Polski. Powoduje ciągłe konflikty i ciągłe wojny nawet w zbliżonych do siebie obozach. Czy bycie przez chwilę szefem jakieś partyjki jest naprawdę warte ceny dobrobytu Polski? Czy tracenie energii na projekty, które z góry są przegrane jest warte tej ceny?

Wydaje się, że Kaczyński i całe środowisko prawicowo-konserwatywno-socjalne w końcu tę prawdę pojęło, a część drugiej strony sceny politycznej tkwi w jakieś malignie, rozmyślając wiecznie o księciu z bajki, który na białym koniu zjawi się i zmieni oblicze tej ziemi. Ale tacy książęta są tylko w klechdach o Popielu i Piastunie Ziemowicie. Obowiązkiem każdego, kto rozumie czym są, a co gorsza, czym mogą być, dla Polski rządy zjednoczonej prawicy, jest zagłosowanie w nadchodzących wyborach na koalicję PON, nie dlatego, że porywają nas liderzy tych partii, czy kochamy te partie, ale dlatego, że głosując na nie wykazać możemy się życiowym realizmem. Wszystkim tym, którzy powiedzą, że nie chcą głosować na mniejsze zło, przypomnę, że są chwile w dziejach ojczyzny, iż mniejsze zło okazuje się największym dobrem. Tym zaś, którzy z nadzieją patrzą na lewicę, polecam śledzić uważnie to, co się “na lewicy” dziać będzie w najbliższym czasie, zwłaszcza 28 stycznia, gdy partie te usiąść mają do swojego okrągłego stołu. Konia z rzędem temu, kto wywróży na lewej stronie sceny pokój. Taki pokój jest możliwy i wręcz naturalny między Platformą a Nowoczesną, do których dołączyć mogą niektóre ugrupowania liberalno-lewicowe nieskażone historią oraz ruchy społeczne i obywatelskie, choć zdaję sobie sprawę, że to piekielnie trudne będzie. Łatwiejsze jednak, niż godzenie się lewicy. To zaś może być zalążkiem bardzo szerokiego bloku, który w przyszłości mógłby być początkiem systemu dwupartyjnego, wprowadzającego wreszcie porządek w rozentuzjazmowanym życiu Polaków. Czego sobie i państwu życzę.

 

Good night and good luck Państwu.

 

 

Czytaj również