Świadek Tusk

Drukuj

Jarosław Kaczyński, premier, prezydent, prezes, a jednocześnie szeregowy poseł w jednej osobie, wymyślił sobie, że utopi Tuska w brudnej wodzie win. Dodać trzeba - urojonych win. W tym celu polecił niezależnej prokuraturze wezwać Tuska na świadka w sprawie, której nie ma, ale dla pewnej części społeczeństwa fraza "Tusk w prokuraturze" brzmi, niczym melodia, którą się uwielbia. Wiadomo, najbardziej lubi się piosenki, które się dobrze zna. Nie inaczej myślał strateg, nazwany przez kilku "wielkim".

Tusk, wytrawny gracz, któremu żaden z polityków PiS nie dorasta nawet do kostek, przybył rzecz jasna na przesłuchanie, wykazując tym samym przenikliwość większą, niż owego czasu prezydent Kwaśniewski, który, jak wiadomo, nie stawił się przed komisją sejmową, dodając przy tym, że co najwyżej może przed szacownym gronem państwa posłów zatańczyć. Tusk, jak przystało na rzetelnego obywatela RP, pojawił się w pierwszym wolnym terminie, robiąc wielkie kuku szeregowemu posłowi, pieszczotliwie zwanemu Gepettem. Tusk graczem jest przednim, otrzaskanym w polityce nie od dziś, więc żeby jeszcze bardziej pogrążyć tego posła (i całą jego drużynę akolitów) przybył do Polski nie samolotem i cichcem przemknął ulicami stolicy rządową limuzyną, a spokojnie i jawnie drogę z Sopotu pokonał najpierw pociągiem (Pendolino rzecz jasna) potem pieszo w asyście ludu. Znaczy, w asyście gorszego sortu oczywiście. Na dworcach, ulicach i w pociągu tłum animalnych otaczał go w ilości, która przeszła oczekiwania wielkiego stratega Jarosława. Nawet zwiezienie tej lepszej części narodu nic nie dało – gorszy sort przebił ilością i pomysłowością tamtych.

Obserwując wczorajszy dzień z uwagą i nieskrywanym rozbawieniem, skonkludowałem go kilkoma konkluzjami, starając się nie pominąć niczego, co ważne. Mianowicie:

Konkluzja I. Geniusz Gepetto powienien głęboko przemyśleć kolejne wezwania Tuska do prokuratury, które powodują dokładnie odwrotny efekt od oczekiwanego przez geniusza. Popularność Tuska bowiem rośnie i staje się on bezapelacyjnie liderem opozycji, a co najważniejsze głownym kandydatem do prezydentury 2020 roku, co jest bez wątpienia jego politycznym planem.

Konkluzja II. Jeśli jednak geniusz zdecyduje się na dalsze takie kroki, to protokoły z przesłuchania powinny być pisane pismem obrazkowym – dłużej wtedy będą mogli trzymać Tuska za drzwiami.

Konkluzja III. Przesłuchanie Tuska (tym razem jawne) przed komisją sejmową w sprawie Amber Gold wywinduje mu poparcie na szczyty popularności. Nie mogę się tego doczekać. Tylko idiota myśli, że Tusk się do tego nie przygotowuje lepiej niż do słynnej debaty z Kaczyńskim.

Konkluzja IV. Bezcenne jest czytać komentarze prawicowych (prawackich) dziennikarzy i wszelakiej maści wyznawców prezesa, doprawione niestrawną żółcią. Sprawia to naprawdę wielką satysfakcję, gdy widzi się ich bezradność.

Konkluzja V. Patrzeć na totalne zagubienie polityków PiS i przystawek w rodzaju posłów od muzyka – bezcenne także.

Konkluzja VI. Majstersztyk Tuska wprawił w ogłupienie także część opozycji do opozycji, co przejawiło się idiotycznym stwierdzeniem posłanki Lubnauer o kulcie jednostki. Było to równie słabe, jak wcześniejsze wyznanie przewodniczącego Petru o emigracji zarobkowej Tuska.

Na koniec zaś, oczami mej wyobraźni, ujrzałem dziś rano obraz oto taki. Rok 2020. Dziennikarz pyta prezydenta Tuska, co sądzi o przesłuchaniach w prokuraturze polityków PiS, w tym także byłego już prezydenta Dudy. Na to Tusk z lekkim uśmiechem odpowiada: „wszyscy są równi wobec prawa”.

I to jest konkluzja ostatnia. Rób tak dalej Jarosławie, śmiało!

 

Czytaj również