Po co w ogóle uznawać wyniki wyborów?

Drukuj

Przerywam cykl swoich felietonów na temat wolności obywatelskich, bo to co się stało wczoraj – uchwała Sądu Najwyższego i stosunek do niej polityków rządzących państwem – sytuuje nas, Polaków, ale i także Polskę, w całkowicie nowej rzeczywistości prawnej w rodzinie cywilizowanych narodów świata. Politycy obecnie rządzący państwem wprowadzają oto właśnie w życie własne poglądy na temat praworządności i stosunku do prawa w ogóle. W majestacie najwyższych urzędów państwowych wchodzimy tym samym w świat dualizmu prawnego, w którym wyroki sądów są tylko wtedy dobre, kiedy spełniają oczekiwania władzy.

Co to oznacza? Ano ni mniej, ni więcej, jak tylko prostą konstatację każdego obywatela, który przegrał jakąkolwiek sprawę w sądzie: władza nadała mi prawo do nieuznawania wyroku – wyrok ten, to tylko opinia prawna, podlegająca dowolnej interpretacji.

A najbardziej poraża to, że za takim postrzeganiem świata stoją prawnicy, wykształceni za pieniądze podatników przez renomowane uczelnie w Polsce, w osobach panów Dudy, Gowina, Tarczyńskiego i innych.

Pan Jarosław Gowin, sumienie narodu, wyznawca relatywizmu w polityce:

“Jestem zasmucony, że tak kryształowo uczciwy człowiek został skazany za to, że próbował ścigać przestępców. Nie chcę krytykować z góry Sądu Najwyższego, ale jego uchwała to zła wiadomość dla wymiaru sprawiedliwości, ale i dla tych, którym zależy, żeby życie w Polsce było uczciwe”.

Mariusz Kamiński – polityk kryształowy o gołębim sercu, wypowiedź na temat ułaskawienia Zbigniewa Sobotki, skazanego prawomocnie w obu instancjach sądowych, rok 2005:

“Ręce opadają, że tak może zachowywać się prezydent Polski. Dziś korzysta z pewnego przywileju, z którego korzystać nie powinien. To pokazuje, że jest jakaś nierówność wobec obywateli i że są osoby szczególnie chronione, a taką osobą jest dla Aleksandra Kwaśniewskiego pan Sobotka. Dlatego nie sądzę, żeby politycy byli ułaskawiani w jakimś szczególnym trybie, jeśli są skazani i takie są decyzje sądu, to należy to przyjąć do wiadomości, a wyborcy powinni to ocenić”.

Andrzej Duda – obecnie, jak sam twierdzi, prezydent nie wszystkich Polaków, mimo, że w kampanii wyborczej mówił dokładnie co innego. O ułaskawieniach prez. Kaczyńskiego. Rok 2011:

“Ułaskawia się osoby uznane przez sądy za winne. Ułaskawienie nie jest uniewinnieniem”.

A stosunek akolitów obecnej władzy do pojęcia praworządności najlepiej zamknąć klamrą taką:

Samuel Pereira – wybitny prawnik konstytucjonalista na Twitterze (pisownia jego komentarzy oryginalna):

“Sąd Najwyższy, wbrew obowiązującemu prawu i konstytucji stawia się ponad prezydentem RP i Trybunałem Konstytucyjnym. Sąd Najwyższy – podważając konstytucyjne uprawnienia prezydenta – w sposób pozakonstytucyjny próbuje zmienić konstytucję”.

I dalej, tenże wybitny konstytucjonalista w krótkiej rozmowie na tym samym forum społecznościowym z Maciejem Sokołowskim, brukselskim korespondentem polskich mediów:

Maciej Sokołowski:

“Czy w Polsce trwa właśnie dyskusja o tym, czy trzeba stosować się do orzeczeń sądów?”

Samuel Pereira – tzw. niezależny dziennikarz popierający władzę:

“Wcześniej przydałaby się dyskusja o tym, czym się różni orzeczenie od uchwały.”

Maciej Sokołowski:

“Czym?”

Samuel Pereira:

Cisza…

Tacy ludzie mają dzisiaj wpływ na życie 40-tu, bez mała, milionów obywateli tego kraju, urzeczywistniając z każdym dniem swoją utopijną i z gruntu fałszywą wizję państwa, w której naczelną zasadą ma być zasada sprawiedliwości ludowej, przy czym przymiotnik “ludowy” nie oznacza wcale dobra wspólnego, a jedynie dobro wąsko rozumianej kasty polityków będących u władzy, wolnych od jakiejkolwiek kontroli obywateli. Nie było tego nawet w najczarniejszych latach komunizmu w Polsce, w których demokracja została narodowi odebrana siłą lub w wyniku wyborczych szachrajstw.

Idąc zaś tokiem rozumowania prezydenta Dudy i całego środowiska wyznawców Matrixa, proponuję, aby prezydent stosował prawo łaski przed procesami w ogóle. Uwolni wtedy sądownictwo od kłopotów i walnie przyczyni się do uzyskania wielomilionowych oszczędności w budżecie państwa, dzięki czemu rząd będzie mógł jeszcze więcej środków przeznaczyć na program rozwoju rodzin 500+. Historia mu tego na pewno nie zapomni, a wdzięczny naród postawi pomniki.

A mówiąc zupełnie poważnie i serio: obywatele, budźcie się, już niewiele zostało do wejścia w tryb awaryjny, czyli dowolnego uznania przez władzę wyników wyborów. To jest przed nami całkiem realna możliwość.

Czytaj również