Milczenie powiedz

Drukuj

Samospalenie Piotra S. jest swoistą cezurą, testem na granice braku akceptacji wobec państwa PiS. To, że władza milczy o mieszkańcu Niepołomic, a prawy hejt robi z niego wariata - to jedno, ale to, że wszyscy inni nic nie mówią lub mówią o tym desperackim kroku mało - to drugie. I nie wiem, co gorsze. Rozumiejąc nieopisany ból rodziny, kładę na stół prowokację - milczenie dzisiaj jest milczeniem owiec.

Piotr S. nie jest szaleńcem, nie targnął się na swoje życie z biedy, czy pod wpływem bankructwa swojego biznesu, dokonał aktu samospalenia w pełni świadomy czynu, na który się porwał, przygotowując go starannie. Zostawił na miejscu przemyślany manifest Zwykłego Człowieka – “Ja Szary Obywatel”. W tym kontekście postępował dokładnie tak samo jak Ryszard Siwiec, który podpalił się latem 68 roku podczas Dożynek na Stadionie X-lecia w Warszawie, czy Jan Palach, pół roku później w centrum czeskiej Pragi, na Placu Wacława. Obaj w proteście przeciwko stłumieniu przez wojska Układu Warszawskiego (w tym polskiej formacji) Praskiej Wiosny, obaj też zostawili po sobie manifest, bliski manifestowi Piotra S.

Dzisiaj oczywiście żadne obce wojska nie najeżdżają na Polskę, aby stłumić protesty obywatelskie, ale na tym różnice się kończą. Wszystko pozostałe, o czym pisali i Siwiec, i Palach, i Piotr S. – jest w pełni zgodne. I wtedy, i dziś, mówić możemy z pełnym przekonaniem o postępujących procesach psucia państwa prawa. Gwoli ścisłości, o czym ochoczo przypomina prawa strona mediów społecznościowych, za czasów rządów minionej koalicji także doszło do kilku aktów samopodpaleń, ale nie można porównać ich z aktem Piotra S. Najbardziej znaczące to czyny Andrzeja Ż. i Andrzeja Filipiaka.

23 września 2011 roku podpalił się przed budynkiem KPRM Andrzej Ż., a 12 czerwca 2013 roku, także w tym samym miejscu podobnego aktu dokonał Andrzej Filipiak. Powodem podpalenia się Andrzeja Ż. były jednak kłopoty finansowe po utracie pracy oraz brak reakcji na jego doniesienia o nieprawidłowościach w Urzędzie Skarbowym (informacje te wysłał do szefów trzech partii: PO, PiS i SLD – Kaczyński potem tłumaczył, że listu żadnego nie dostał), zaś Andrzej Filipiak podpalił się raczej z powodu osobistej utraty wiary w sprawczą siłę polityki w ogóle. Jakkolwiek wszystkie te zdarzenia są dramatyczne i nie powinny mieć miejsca, to jednak oba te akty nie są w żaden sposób tożsame z samobójczą próbą Piotra S.

W niektórych kręgach lewicowej i prawicowej inteligencji modny jest dzisiaj nurt zwany symetryzmem. Jedni robią to dla poklasku, drudzy dla usprawiedliwienia zamachu na państwo prawa. Symetryzm polega na tym, że próbuje się stawiać znak równości pomiędzy 8-letnimi rządami koalicji PO/PSL, a tym, co od dwóch lat robi z Polską obóz prawicowy. To intelektualny bełkot! Nie ma i nie będzie nigdy symetryzmu (w rozumieniu stawiania znaku równości) między tymi dwoma modelami rządzenia państwem. Można mieć zastrzeżenia do rządów Tuska czy Kopacz, ale w ich czasie nigdy nie doszło do nadużywania władzy i łamania Konstytucji, z czym mamy do czynienia od dwóch lat niemal codziennie. Począwszy od nocnego zaprzysiężenia sędziów-dublerów przez prezydenta Dudę, w czym przypominał on małego Kazia, który na podwórku przechytrzył Józia (przepraszam Kaziów), poprzez sprinterskie uchwalanie ustaw antyobywatelskich, skończywszy na przejęciu sądów przez Ziobrę i jego zbrojną jazdę młodych hunów z Solidarnej Polski.

Gdy dziś patrzę, jak niektóre środowiska lewicowe próbują rozgrzać wewnątrzopozycyjną wojenkę o prawa kobiet, żądając od Platformy jasnej deklaracji, aby ta opowiedziała się za kobietami w Polsce (jakby Platforma była przeciw), lub gdy krytykują przedstawiony przez Platformę program, to mam wrażenie, że jakaś część tego społeczeństwa nie rozumie, co się wkoło dzieje. Dziś nie jest pora na szukanie różnic, dziś jest pora na skupianie się na tym, co łączy i co łączyć może. Nawet za cenę czasowego dyskomfortu przekonań własnych. Chcemy, czy nie, dzisiaj jedyną i największą partią opozycyjną jest Platforma i to wokół niej trzeba budować zjednoczoną opozycję. To Platforma ma największe środki, ma struktury i co najważniejsze – największe poparcie społeczne. Sny o nowej partii, nowym, charyzmatycznym przywódcy (ktoś potrafi przedstawić definicję kogoś takiego?), czy wreszcie sny o jednostkowej potędze trzeba między bajki włożyć. Dzisiaj jedyną zdolną do wygrania z PiS siłą jest szeroki front zjednoczonej opozycji. Uwagę tę dedykuję głównie Pani Barbarze Nowackiej i Akcji Demokracji. Opcje dla wszystkich są dwie: albo będziecie mogli zmieniać Polskę w przyszłym Sejmie, albo będziecie mogli sobie jedynie pogadać poza nim. Kto tego nie rozumie, ten nie nadaje się do polityki i powinien zacząć pisać pamiętniki.

Tymczasem dzisiejsza władza krok po kroku rozmontuje nam demokrację, czego najlepszym dowodem są wczorajsze oświadczenia instytucji zwanej Trybunałem Konstytucyjnym. To już nie jest jakaś tam teoria, intelektualne dywagacje na temat tego, co można w demokracji i w państwie prawa zrobić – to jest świadomy proces budowy państwa centralnie zarządzanego z Nowogrodzkiej w imię jedynej słusznej idei. Że niby nikt nie może być sędzią we własnej sprawie? Że niby orzekać nie mogą sędziowie zatwierdzeni nocą na miejsce sędziów wybranych w dzień? Ależ można! W państwie PiS można wszystko. Bo w państwie PiS wszystko jest tylko kwestią interpretacji, w dodatku określonej tylko przez jednego człowieka. Jeśli ktokolwiek ma jeszcze jakąś nadzieję na to, że ta władza będzie respektować standardy demokracji i państwa prawa, zachęcam do głębokiej analizy projektu najnowszej ustawy pomysłu PiS, czyli ustawy o jawności życia publicznego. Dogłębną analizę znaleźć można choćby na portalu Radia Tok FM. Gorąco zachęcam.

Jeżeli zaś odpowiedzią na tak budowane państwo ma być wewnątrzopozycyjny spór o hasło programowe (#TotalnaPropozycja), liberalizację ustawy antyaborcyjnej, czy program Platformy, to znaczy, że ktoś nie zrozumiał desperackiego aktu Piotra S. W preambule swojego manifestu napisał on:

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję. I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni, znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.”

Takich słów nie pisze człowiek z zaburzeniami umysłowymi. Manifest Szarego Obywatela jest jasny, klarowny i przemyślany, podobnie jak głęboko przemyślany był manifest Ryszarda Siwca, który kończył się tymi słowy:

Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk, krzyk szarego, zwyczajnego człowieka, syna narodu, który własną i cudzą wolność ukochał ponad wszystko, ponad własne życie, opamiętajcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Dziś, jak nigdy wcześniej, jest czas na łączenie się, nie na szukanie różnic. Dziś jest czas na działanie, nie na biadolenie i narzekanie. Dziś jest czas na organizowanie się i robienie tego, w czym się można spełnić. Każdy niech robi to, co lubi i w czym się czuje najlepiej. Ale w jednym celu, aby nie zostało w nas jedynie milczenie owiec.

 

 

 

 

Czytaj również