Lipa i SKOKi

Drukuj

Poświęciłem się dla sprawy. Wiem, brzmi to przejmująco, ale są w życiu mężczyzny sytuacje, kiedy sprawa jest ważniejsza od czegokolwiek.

Poświęciłem się więc i obejrzałem całe przesłuchanie Michała Tuska przed komisją ds. zbadania szwindelku pod nazwą Amber Gold. Siedziałem przed telewizorem bite ponad 7 godzin, od 10 rano do 17, żeby obejrzeć jak posłanki i posłowie PiS wraz z całą resztą sprzymierzeńców, pastwią się nad młodym człowiekiem, nie mając na niego kompletnie nic, co można byłoby mu na poważnie zarzucić. Obserwowałem jak prawie cała komisja zadawała Tuskowi juniorowi w kółko te same pytania, drążąc tematy wydumane i wymyślone w zaciszu gabinetów politycznych. W procedurze sądowej takie mielenie mięsa nazywa się dręczeniem świadka, a rolą przewodniczącego składu jest to, aby takiemu dręczeniu zapobiegać. Przez te wszystkie godziny nie padło ani jedno pytanie, które uzasadniałoby wezwanie Michała Tuska przed oblicze komisji. Tych ze strony PiS i Kukiza mogę jeszcze zrozumieć – oni mieli do odegrania swój własny teatrzyk polityczny, ale co w tym gronie robili pani poseł z PSL i pan poseł z Nowoczesnej, tego ni cholery nie mogę pojąć.

Ów magiel momentami przeradzał się w groteskę, gdy poseł Suski pytał o jakiś tajemniczy rachunek (tylko uważny widz wiedział, że idzie o rachunek zysków i strat, który to dokument jest powszechnie dostępny w odniesieniu do każdej spółki prawa handlowego), albo gdy pani przewodnicząca Wassermann z dziką satysfakcją w głosie orzekła narodowi, że gdy ma się większość, to można zagwarantować sobie bezkarność. Na miejscu pani posłanki ostrożniej wypowiadałbym takie słowa. Ale największą groteską był fakt, że Tuska juniora przepytywali ludzie, którzy nie potrafią rozróżnić zatrudnienia na umowę o pracę od umowy cywilnoprawnej w zakresie swobodnej współpracy między podmiotami gospodarczymi, ba, którzy w życiu nie wystawili nawet ani jednej prostej faktury. Siedem godzin próbowano udowodnić, że praca na umowę o pracę z portem lotniczym i współpraca na podstawie umowy z przewoźnikiem jest oczywistym konfliktem interesów i musi mieć w sobie jakieś tajemne, drugie dno. Jak to? Nie mogę mieć etatu z firmą X i umowy cywilnoprawnej z firmą Y na zlecone prace po godzinach? To jest sprzeczne? Z czym? Z prawem? Z sumieniem? Przecież młody Tusk nie pracował w dwóch portach lotniczych, co ewentualnie mogłoby być uznane za rzeczywisty konflikt. Jeśli zatem zabroniona jest praca w dwóch różnych firmach, to zaprawdę, powiadam wam, żyjemy w państwie teoretycznym.

Uroczo zabawne były też uwagi wypowiadane przez posłów do mecenasa Giertycha, kiedy zarzucano mu polityczne przedstawienie. Zaiste, śmiesznie to wygląda, gdy posłanka lub poseł jeden z drugim, którzy od rana tworzyli polityczny teatrzyk, czynią wyrzuty pełnomocnikowi świadka, gdy tymczasem mecenasa Giertycha zadaniem było dbanie o interesy przesłuchiwanego. A że przy okazji Giertych robił to świadomie prowokując, to tylko świadczy o dających się sprowokować członkach komisji. Prym wiodła w tym pani przewodnicząca, która wyraźnie pała do pana mecenasa niechęcią. Ciekawe dlaczego?

Rozumiem młodego Tuska doskonale. Pamiętam jak mając 25 lat chciałem uwolnić się spod opiekuńczych skrzydeł rodziny i państwa polskiego, świeżo co budującego rodzimy model kapitalizmu, i z dumą, chcąc pokazać swej młodej żonie, że nie jestem życiową dupą i potrafię samemu pokierować swoim życiem, zakładałem pierwsze biznesy. Błędów przy tym popełniłem kilka, też wpadłem na oszustów, ale były to moje błędy, za które płaciłem potem dość długo. Nie inaczej było z Tuskiem juniorem. Chłopak chciał się uwolnić spod siły nazwiska ojca i zbudować coś swojego, własnego. A że przy okazji wpadł w ręce gangstera, jakaż w tym jego wina? Wiązanie pracy w OLT z odpowiedzialnością za oszustwa w Amber Gold lub próba obarczenia go odpowiedzialnością za politykę cenową OLT to czysta paranoja, która mogła zrodzić się tylko w głowach ludzi ogarniętych wizją świata opanowanego przez ciemne moce. Ale to właśnie najciemniej zawsze jest pod latarnią.

W OLT Express pracowało ponad 600 osób, lecz tylko Michała Tuska ściągnięto na przesłuchanie. Cel tego działania był i jest oczywisty – chodziło o zwykłe upokorzenie i przemaglowanie świadka. Stara, bolszewicka zasada mówi: nie możesz dopaść wroga, dopadnij go poprzez rodzinę. Przez całe bite siedem godzin z okładem komisja czekała na jakiś lapsus językowy ze strony Tuska juniora i w końcu się doczekała. W drugiej, czy trzeciej godzinie gadania o tym samym, padły te oczekiwane przez niektórych słowa: wiedzieliśmy, ojciec i ja, że Amber Gold to lipa. Jest! Mamy cię, Tusku jeden! Wiedziałeś!

Natychmiast podchwyciły to media i wszyscy ci, którzy marzą o Tusku winowajcy. Tym drugim się nie dziwię, ale media, zwłaszcza te poważne, powinny bardziej uważać na dziennikarski sznyt. Czytam też tu i ówdzie, że Michał słabo wypadł, za dużo mówił i niepotrzebnie. Moja odpowiedź na to jest taka: każdy kto choć raz był w sądzie i składał zeznania, doskonale wie jaki to stres. Poza tym, każdy kto czuje się niewinny ma naturalną skłonność do rozwijania odpowiedzi. Wyjaśni to każdy psycholog.

Tymczasem wiedza o tym, że Amber Gold to lipa, była powszechnie znana od 30.10.2009 roku, kiedy to Komisja Nadzoru Finansowego wpisała Amber Gold na listę firm podejrzanych. Mało tego, co najmniej od listopada 2011 prokuratura generalna także wiedziała o tym, gdyż 24.11 tego roku szef KNF skierował pismo do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta na temat spółki Amber Gold. Dziś wiemy, że pismo to nie wiedzieć czemu nie trafiło do pana prokuratora.

Można wymyślać różne teorie, ale nie zmieni się faktu, że Amber Gold od października 2009 roku był na liście ostrzeżeń KNF i że od 2010 roku prokuratura w Polsce była niezależna od rządu. Każdy kto wpłacał tam pieniądze, robił to na własne ryzyko i musiał wiedzieć z czym się to ryzyko wiąże. A jeśli tego nie wiedział, bo nie chciało mu się sprawdzić czym w istocie jest ta bursztynowo-złota firma, tym gorzej to świadczy o nim. Dlaczego znów ta bardziej przenikliwa i ostrożna część społeczeństwa ma płacić za tę mniej przenikliwą i żądną zysków? Ile to już razy przerabialiśmy?

Żadna też teoria spiskowa dziejów nie zmieni faktu, że pieniądze od Amber Gold brały wszystkie media w Polsce, w tym media prawicowe, i to także po wpisaniu spółki na listę ostrzeżeń KNF.

Jak się to wszystko ma do Tuska? Tego, czy innego?

Tak, Amber Gold to lipa. Mamy w Polsce znacznie większą piramidę finansową. Nie na żadne tam jakieś 851 milionów, tylko na – póki co – 5 miliardów. Ta piramida to Kasy Spółdzielcze, sztandarowy pomysł środowiska PiS na spółdzielczość parabankową. Szwindel tym bardziej niegodziwy, że zbudowany i oparty na pięknej idei bankowości spółdzielczej z czasów Polski przedwojennej i jeszcze wcześniejszych. Czyż może być coś złego w przedsięwzięciu, którego patronami są (lub byli) Franciszek Stefczyk, Eugeniusz Kwiatkowski, czy choćby brat Albert? Każdy, kto choć trochę ma pojęcia o historii, wie doskonale kim były te osoby. Do tego wszystkiego, dla jeszcze większej ułudy, SKOKi podparte są (lub były) autorytetem państwa. Państwa PiS. Żadne bowiem próby manipulowania faktami nie zmienią prawdy, że SKOKi zbudowane zostały przez braci Biereckich, a zwłaszcza przez Grzegorza Biereckiego, senatora PiS. Żadne też próby zatajenia faktów nie ukryją prawdy, że SKOKi to sieć różnych spółek i fundacji, które służyły tylko jednemu celowi – oszukaniu ludzi, którzy zachęceni szczytnymi ideami kas spółdzielczych dali się zwieść jeszcze gorzej, niż klienci Amber Gold. Żadne też próby zatarcia faktów nie ukryją prawdy, że Grzegorz Bierecki wyprowadził w majestacie państwa kilkadziesiąt milionów złotych do swojej spółki off-shore w jednym z rajów podatkowych.

Ale to za rządów Platformy państwo objęło opieką wszystkie wkłady oszczędnościowe w SKOKach poprzez gwarancje Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Na ten fundusz składają się wszystkie banki w Polsce i do tej pory wyłożyły już na ratowanie SKOKów około 5 miliardów złotych. Banki, czyli my wszyscy. I ci, którzy mieli coś wspólnego ze SKOKami, i ci, którzy omijali te kasy z daleka. Amber Gold to przy tym pikuś. Ratując polską gospodarkę przed zapaścią, jakiej by ten kraj nie wytrzymał, PO uratowało przy okazji PiS. Politycznie temat ten jest obecnie kompletnie niewykorzystany przez Platformę. PiS nie ma skrupułów żadnych wobec PO, PO ma ich zbyt wiele. Na co czeka? Nie rozumiem.

Na koniec szybka sonda z dzisiejszego serwisu wp.pl. Na pytanie: “Obaj z ojcem wiedzieliśmy o zastrzeżeniach wobec Amber Gold – zeznał Michał Tusk. Co o tym sądzisz?” ponad 64% internautów wskazało odpowiedź “Nic nadzwyczajnego, każdy to wiedział”. Przeciwnego zdania było 32% internautów.

Ten wynik jest najlepszym podsumowaniem nie tylko wczorajszego przesłuchania, ale w ogóle całej tej komisji.

I prawdą jest też fakt, że komisja ta więcej szkody przyniesie PiSowi, niż sobie to PiS wyobraża, a wezwanie Tuska seniora przed jej smętne oblicze, spowoduje niewątpliwie lawinowy skok (z małej litery) poparcia dla niego samego.

Przyda się to i Donaldowi Tuskowi, i samej Platformie przed nadchodzącymi wyborami.

Będzie jak znalazł.

 

Czytaj również