Jak prawda historyczna zamienia się w banał

Drukuj

Od kilku dni przelewa się przez Internet gorąca dyskusja na temat opraw przygotowywanych na stadionie Legii, a zwłaszcza tej ostatniej, ukazującej hitlerowca trzymającego w dłoni broń skierowaną w skroń dziecka. Piłkarze Legii ostatnio nie zachwycają formą (co akurat dla mnie powodem do żalu nie jest), za to na temat opraw mówi się dużo. W sporcie niewiele zrobić można, to performance zróbmy duży, żeby nas Europa zauważyła. No i zauważyła, nakładając na klub karę 35 tysięcy euro. Wiceminister Wąsik ogłosił na Twitterze, że ją zapłaci sam z własnej kieszeni. Tyle nosi przy sobie, bo to drobne są jakieś.

Dyskusja na temat tej oprawy nie jest dyskusją o sporcie, tylko o polityce. Wydaje się, że do uprawiania sportu są stadiony, a do uprawiania polityki – politycy. Idąc na stadion chcę zobaczyć widowisko sportowe. Jak chcę bawić się w politykę, idę na wiec lub oglądam obrady Sejmu. Tak mi się wydawało do tej pory. Ale widać, nie rozumiem dzisiejszych czasów.

Powala za to poziom argumentacji zwolenników tego przedstawienia. Ilość banałów jakimi posługują się zwolennicy takiej formy wyrażania uczuć jest porażająca. Najczęstszym argumentem w obronie dzieła kiboli Legii jest argument prawdy historycznej. Tak było! – mówią obrońcy tego żenującego spektaklu.
Ale co to właściwie znaczy: taka była prawda? Czy ktokolwiek w Polsce, jakikolwiek polityk polski tę prawdę kiedykolwiek negował? Czy ktokolwiek w Polsce mówi, że lata okupacji niemieckiej to była sielanka i że Niemcy traktowali Polaków jak kamratów? Co to w ogóle za argument? Taka była prawda.
Cała ta dyskusja na temat oprawy na stadionie Legii jest żenująca, bo oprawa była żenująca i żenujące jest przyzwolenie na takie przedstawienia władz klubu. Nikt mi nie powie, że to widowisko odbyło bez wiedzy i bez zgody władz Legii. A to oznacza, że władze klubu piłkarskiego wchodzą w politykę, do tego najniższych lotów, bo opartą o najgorszy rodzaj emocji, pełną skrótów myślowych i nawiązującą do najnowszej narracji partii rządzącej o reparacjach wojennych. Kompletny nonsens.

Sport ma być sportem, tak jak biznes ma być biznesem. Polityka jest od polityki. A w Polsce wszystko już się nam w głowach miesza, jak w garnku zupy.
Obrona postawy Legii i tego co wyprawiają jej kibole, to przyzwolenie na wykorzystywanie do politycznej gry symboliki uproszczonej, schematycznej i sprowadzonej do odpowiedzialności zbiorowej za czyny nie całej części narodu niemieckiego. Co to za argument, że oprawa pokazywała prawdę?! Prawda jest w książkach, filmach, obrazach i w muzeach. Nikt jej w Polsce i w Europie nie ukrywa. Ale jeśli pomysłodawcom tego performansu tak bardzo zależy na historycznej prawdzie, nie powinni zapominać o tysiącach Niemców, którzy nie zgadzali się z tym, co światu dyktował niemiecki nazizm.
Rozumiem, że historia to ważny element tożsamości narodowej, ale przesada prowadzi do jej ośmieszania. Uczmy się pielęgnowania historii od Amerykanów, ich szacunku do flagi narodowej, weteranów, wielkich cmentarzy wojennych, zadbanych i wypielęgnowanych, nazywania budynków państwowych imionami znaczących dla ich historii Amerykanów. To róbmy w Polsce. Tak pokazujmy, ile znaczy dla nas historia! Na żadnym amerykańskim stadionie nie zobaczę takiej szopki jak na Legii. I nie chodzi mi o to, że do Legii mi daleko z racji kibicowania innej drużynie. Każdą podobną inscenizację potępiłbym równie mocno.

A wracając do prawdy historycznej. Roman Bratny w „Kolumbach, rocznik 20″, opisuje taką oto przejmującą scenę, gdy Niemiec gwałci młodą, powstańczą sanitariuszkę, Niteczkę – jedną z bohaterek powieści. Na koniec kopniakiem wbija jej butelkę w pochwę. To też jest prawda historyczna. Tak też robili Niemcy. Skoro zatem „jesteśmy” za pokazywaniem prawdy, “oczekuję” kolejnej oprawy na stadionie Legii, pokazującej zgwałconą, rozkroczoną dziewczynę z Powstania z wbitą butelką w pochwie. No jak mówić prawdę, to całą!

Nie dajmy się zwariować po prostu.

 

Czytaj również