Good night and good luck

Drukuj

Zadziwiające, jak historia lubi się powtarzać. Nie, nie lubi właściwie, a po prostu - się powtarza. Niby powinniśmy wyciągać z niej jakieś lekcje, uczyć się na błędach i już wydaje się, że jej czarne karty nie zapiszą się znowu, do czasu jeno tylko, bo zawsze pojawi się kolejny szarlatan (lub ten, którego dobrze znamy, ale zmienił entourage) by zawrócić kijem Wisłę. Zadziwiające, jak blisko nam dzisiaj do drugiej połowy lat 50-tych w Stanach Zjednoczonych, gdy niepodzielnie rządził z głębokiego cienia senator z Wisconsin - Joseph McCarthy.

Tamte lata to nie tylko czarno-biała telewizja, to także pokoje pełne papierosowego dymu i gorących od ważnych myśli głów ludzi, którzy nie akceptowali naginania praw człowieka. Tam – szalonych wizji makkartyzmu, u nas – bezkarnej komuny w jej najgorszym, stalinowskim wydaniu. Tutaj cenę za bycie w zgodzie z własnym sumieniem ludzie płacili cenę najwyższą, tam co najwyżej utratą pracy lub więzieniem. Tu i tam chodziło o człowieka godność, prawo podstawowe do wyrażania własnych przekonań, wiary i swojego zdania. W zgodzie z Konstytucją.

Jest połowa lat 50-tych. Zimnowojenna Ameryka. Dziennikarz raczkującej stacji telewizyjnej CBS, Edward Murrow, wypowiada wojnę człowiekowi – instytucji, senatorowi Josephowi McCarthy’emu, inicjatorowi kampanii tropienia komunistów wśród postaci ze świata polityki, kultury i show-biznesu. McCarthy jest sekretarzem senackiej komisji badającej działalność rządu oraz stałej podkomisji śledczej. Głównym celem tych ciał stało się badanie powiązań z komunistami osób zatrudnionych w urzędach państwowych. Polityk ten, na fali antykomunistycznej histerii pierwszej połowy lat 50-tych XX wieku, robi oszałamiającą karierę, tropiąc i oskarżając domniemanych „czerwonych” lub ich zwolenników. Murrow jako pierwszy rzuca wyzwanie McCarthy’emu i staje w obronie jednej z jego ofiar, a następnie ujawnia na antenie niecne metody działania senatora i jego popleczników. To okazuje się początkiem końca McCarthy’ego. Każdą swoją audycję Murrow kończy znamiennymi słowami: dobrej nocy. Good night and good luck.

Tamte czasy, to także początki telewizji, gdy niektórym wydaje się, że to medium będzie wypełniało ważną misję, a nie stanie się jedynie rozrywką. Rozumie to Murrow i rozumie to też producent jego programów – Fred Friendly. Razem tworzą duet dla makkartyzmu zabójczy.

W ciemnym zaciszu zadymionego pokoju, gdzieś w siedzibie CBS, Murrow, siedząc na skromnym foteliku Art déco, słucha, wypowiadanych z całkowitą świadomością kłamstw i manipulacji, słów McCarthy’ego, który patrząc w kamerę telewizyjną stacji CBS, mówi do telewidzów: Bronimy demokracji! To my jesteśmy tropicielami czerwonych diabłów, a nasze działania usprawiedliwia Ustawa o Zdradzie. Nie powstrzymają nas zastępy panów Murrowów. Zrealizujemy nasz plan!

Tydzień później, w kolejnej audycji Murrow odpowie McCarthy’emu: Każdy kto pokaże jego prawdziwą twarz i walczy o prawa zapisane w  Konstytucji jest natychmiast komunistą. Nie dziwi mnie to. Nie należałem nigdy do Związku Robotników Przemysłowych Świata i zawsze uważałem, że potrafimy konkurować z komunistami swoją wiarą, wiedzą i przekonaniami, bez ulegania ich ideologii.

Murrow trwa przy swoich przekonaniach nawet wówczas, gdy szefowie stacji, w obawie przed naciskami politycznymi i odpływem reklamodawców, przenoszą program na niedzielne popołudnie, który oznacza jego fizyczną śmierć. Tak właśnie zaczyna się upadek niezależnych mediów. Od odpływu reklam lub jego napływu, w zależności od punktu widzenia i przyklaskiwania władzy. Murrow trwa w przekonaniach nawet mając dylematy: A co jeśli się mylimy? Oni mówią, że walczą dla dobra ogółu. Niech walczą, ale nie takimi metodami – pada odpowiedź.

Przechodząc korytarzem, po wyjściu z gabinetu naczelnego redaktora CBS, który degraduje ich program, Murrow i Friendly mijają wmontowany w ścianę telewizor, z którego padają słowa – klucze, dla wolnego świata najważniejsze: Jesteśmy dumni, bo człowiek może dzisiaj chodzić z podniesioną głową. Bez obawy, że zostanie wtrącony do więzienia bez prawa do obrony w sądzie. Nie może być zgody na to, aby aresztować obywatela bez nakazu niezawisłego i wolnego od nacisków politycznych sędziego, który obawiać się będzie o swoją pracę czy swoją przyszłość.

Era McCarthy’ego skończyła się, mimo że odwoływał się on do najniższych emocji ludzkich. Jakże podobne jest to do tego, co dzieje  się obecnie  w Polsce. Stojąc przed słuchaczami podczas swego wykładu, Murrow powie ówczesnym, i nam dzisiaj, te znamienne słowa:

Historia będzie taka jaką ją stworzymy. Zemści się na nas jeśli się nie zmienimy. Zastanówmy się nad wagą myśli i informacji. Niektórzy mówią, że to nikogo nie interesuje, bo mają oni swoje życie i są obojętni. Odpowiem im, że mogę udowodnić coś całkiem odwrotnego. Jeśli telewizja będzie tylko bawić i izolować od świata, wkrótce okaże się, że tę bitwę przegraliśmy. Telewizja może uczyć, kształcić i inspirować, ale tylko jako narzędzie w rękach świadomego człowieka. Inaczej będzie zwojem kabli w mrugającej skrzynce.

Good night and good luck Państwu.

 

 

 

Czytaj również