Dziękujemy ci, Jarosławie

Drukuj

Paradoksalnie to prezesowi i szeregowemu posłowi zawdzięczamy wielką mobilizację ludzi, z jaką mieliśmy do czynienia w piątek, 23 marca. #CzarnyProtest tylko w samej Warszawie zgromadził około 55 tysięcy protestujących (dane wg Ratusza), a jeśli dodamy wszystkie inne miasta, w których protesty się odbywały, szacuję, iż liczba ta zbliża się do 200 tysięcy. Co oznacza, że możliwe było to, aby w kilka dni przygotować protest większy niż Marsz Niepodległości, którego prawica organizuje przez rok i zwozi na niego darmowymi autokarami grupy kiboli z całej Polski, by zwiększyć efekt liczebny i propagandowy. Duch w narodzie zatem wcale nie ginie!

Wczorajszy Czarny Marsz pokazał bardzo istotną rzecz, że bunt przeciwko obozowi władzy nie zmalał, a wręcz przeciwnie – urósł (porównując Marsz poprzedni z obecnym). I to jest bardzo budująca wiadomość, nawet jeśli ten bunt gromadzi ludzi tylko wokół jednej sprawy. Nikt bowiem nie potrafi tak obudzić narodu jak największy strateg RP, czyli Kaczyński Jarosław. Nawet jeśli przyjmiemy, co jest bardzo prawdopodobne, że świadomie sprowokował ten Marsz, by mieć argument do zamrożenia projektu zaostrzenia aborcji, to jego skala, śmiem twierdzić, przerosła jego oczekiwania. Wczoraj naocznie zobaczył, ile warte są wszystkie te sondaże, które jeszcze niedawno dawały PiSowi poparcie na poziomie 50%. Ostatnie ustępstwa wobec Unii w sprawie praworządności i wobec Izraela w sprawie noweli ustawy o IPN najlepiej świadczą o tym, że Kaczyński ma pełną świadomość stopniowej utraty poparcia. Proces ten tak naprawdę postępuje już od kilku miesięcy, a przejawia się tym, że PiS od dawna mówi wyłącznie do swego twardego elektoratu, o czym piszę w felietonach od dłuższego czasu. Kluczowe teraz będą dwie sprawy: jak Unia zareaguje na propozycje zmian w kwestii praworządności oraz co zrobi Trybunał Konstytucyjny z nowelizacją ustawy o IPN. Pamiętajmy o jednym – wcale nie jest pewne, że obietnice zmian złożone Unii zmaterializują się oraz że Przyłębska zgodzi się na rolę sapera rozbrajającego bombę. Kto bowiem weźmie na siebie cały ten gniew i hejt wszystkich tych psychoprawicowych środowisk, które jakiekolwiek ustępstwa wobec Unii i Izraela potraktują jako jawny dowód zdrady narodowej? Kaczyński więc, nie pierwszy już raz, zakiwał się potężnie we własnych gierkach, którymi żyje od lat i raczy nimi naród, w swej chorej świadomości.

Ważne pytanie jest też takie: co zrobi Bruksela, jeśli PiS wprowadzi zapowiadane zmiany? Tajemnicą poliszynela jest to, że KE szuka pretekstu do zakończenia sporu z rządem PiS i jest wielce prawdopodobne, że te iluzoryczne zmiany może potraktować jako satysfakcjonujące ją rozwiązania. Osobiście nie wierzę, aby się to stało, gdyż świadomość wśród unijnych urzędników musi być też taka, że Opozycja i znaczna część społeczeństwa nie zaakceptuje żadnej rejterady ze strony Unii. Wczorajszy Marsz musiał i tam zrobić wrażenie – pokazał Brukseli, że opozycja wobec rządu jest jednak silna i rośnie w siłę. Spodziewam się więc pójścia za ciosem i dalszego naciskania na PiS, wzorem podstawowej i naczelnej zasady negocjacyjnej, która mówi, że jeśli druga strona odpuszcza, a są jeszcze obszary dalszych ustępstw, należy iść dalej, nie zatrzymując się w pół drogi.

Pamiętajmy też, że w samym obozie władzy trwa bezpardonowa walka między frakcjami i różnymi grupami, których jest tam co najmniej kilka. Widać to gołym okiem, choćby w takich kwestiach jak spory wokół wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, czy wycinania ludzi Macierewicza, czy zachowania Szydło w sprawie premii, w wyraźnej kontrze do Morawieckiego, czy też w sprawie wspomnianej już nowelizacji ustawy o IPN i wspomnianych zmianach w ustawach o sądach. Gdy idzie o pieniądze, przyjaźnie i sojusze się kończą, a obóz władzy skupiony jest li tylko wokół gigantycznych finansów pochodzących z pracy całego społeczeństwa, czyli z budżetu państwa.

Zatem to idealny moment na zwarcie szeregów. Co trzeba zrobić? To proste. Dalej się integrować. Szukać i dążyć do porozumienia w szeroko pojętej Opozycji. Trzonem tej współpracy musi być Platforma i Nowoczesna, ale na tym nie można poprzestać. PO powinna przyciągać środowiska obywatelskie i liberalno-konserwatywne, wyłuskując co bardziej centrowych polityków chociażby od Kukiza (aby osłabiać związki K’15 z PiS), Nowoczesna zaś powinna zająć się przyciąganiem do porozumienia środowiska liberalno-lewicowe i lewicowe. Obie partie winny przy tym zważać na to, aby nie tracić przy tym nic ze swoich korzeni. Po raz kolejny podkreślam, że teraz odłożyć na bok trzeba mrzonki o budowaniu jakiś nowych sił politycznych, czy to mocno liberalnych, czy centrowych, czy lewicowych. Każde takie działania wzmacniać będą w istocie obóz prawicowy i będą po prostu przeciwskuteczne.

Czarny Marsz pokazał, że liberalna Opozycja, ta parlamentarna i pozaparlamentarna jest w stanie się zebrać razem wokół wspólnoty celu. A cel nadrzędny jest jeden – to odsunięcie od władzy obecnie rządzących. Trzeba więc szukać i skupiać się wokół tego wszystkiego, co łączy, a nie dzieli, nawet jeśli miałyby to być tylko dwie czy trzy kwestie. Niechby tylko tyle na początek. Równolegle też, rzecz jasna, trzeba Polakom pokazać Polskę po PiSie, państwo zbudowane na szerokim konsensusie wszystkich sił politycznych, którym przyszłość Polski jako silnego i nowoczesnego bytu, leży głęboko na sercu, niezależnie czy jest ono po lewej, w środku, czy po prawej stronie, byleby jego fundamentem było państwo świeckie, praworządne i liberalnie wrażliwe.

Dziękujemy ci, Jarku, że nas tak do tego mocno motywujesz.

 

Czytaj również