Dwa głosy jak pięć

Drukuj

PiS robi z państwem co chce. Niby to żadne odkrycie, wiadomo, jak się ma większość parlamentarną, do tego karną armię bez skrupułów i miliardy państwowej kasy do rozdania między siebie - można zrobić wszystko. I właśnie to wszystko dzieje się na naszych oczach.

A pamiętam jak dziś słowa: straszenie PiSem już nie działa. Faktycznie, wtedy przestało już działać, za to dzisiaj straszyć już nie trzeba. Dzisiaj się to gawiedzi podoba. Gawiedź lubi, gdy się przeciwnika bez przerwy robi w dziadka (z wrodzonej grzeczności nie używam słów bardziej adekwatnych, zwłaszcza jednego na “ce-ha”). I ten bezzębny uśmiech szeregowego posła…

Plan jest prosty: dać 500+, zagarnąć Trybunał, zagarnąć KRS, rozpieprzyć Sąd Najwyższy, zmienić Ordynację Wyborczą (za chwilę), wziąć władzę na lata. A jak już suweren nie jest potrzebny, okroić 500, dodać podatek w paliwie i wywalić na bruk krnąbrnych nauczycieli.

Ale suweren to lubi. Bo suweren lubi, jak się robi przeciwnika w dziadka. Jakie państwo zrobiło PiS z Polski? Państwo ludzi głuchych i ślepych. Blisko czterdziestoma milionami ludzi rządzi trochę ponad pięć milionów i wszystko jest w porządku, a prok. Piotrowicz krzyczy z trybuny, że władza należy do narodu. Ogon macha psem. 5 milionów robi co chce z 33. I wszystko jest w porządku. PiS ma 36% (z Kukizem 44). Cała sejmowa reszta – 30.

Ale ta reszta ma plan. Nikt, póki co, nie wie jaki to plan, ale on jest. Ukrywany głęboko, bo jeszcze za wcześnie, by go pokazać. Bo PiS by go jeszcze poznało i się do niego przygotowało.

A na razie ten plan wygląda tak: Nowoczesna wali w PO w komisji Amber Gold i Reprywatyzacyjnej. Wali też w PO przy każdej innej okazji, a PO, z kolei, nie potrafi na te ataki skutecznie odpowiedzieć. To właśnie dlatego opozycja wygląda dzisiaj, tak jak wygląda. Czasy, gdy notowała tyle samo co PiS bezpowrotnie minęły. Kto z państwa pamięta kiedy to było? Przypomnę – kiedy szła ramię w ramię. Ale nie bądźmy przesadnymi malkontentami – opozycja ma pomysł jak sobie z tym poradzić. Tak mówi.

Tymczasem PiS robi swoje. Konsekwentnie i skutecznie. Trzeba zohydzić ludziom wybranych sędziów? Proszę bardzo – pokażmy oświadczenia majątkowe. Nieważne, że one były jawne od lat, ale nie były jawne dla suwerena. A wiadomo przecież jak suweren zareaguje na 5 działek, kilka nieruchomości i parę milionów oszczędności prezes Sądu Najwyższego. Skoro nawet w obozie gorszego sortu reakcje były delikatnie mówiąc – nieprzychylne, to co tu mówić o reakcjach karnego elektoratu PiS.

Bądźmy szczerzy – naród ma w kiszce sędziów i trzecią władzę. Jakie ma znaczenie to, czy Trybunał ma sędziów takich, czy innych? Jakie ma znaczenie dla narodu to, że jakaś Rada Sądownicza będzie wybierana tak, czy siak? Jakie znaczenie ma dla suwerena to, w jaki sposób wybrany będzie prezes sądu, tego, czy innego? Żadne. To ma znaczenie wyłącznie dla władzy. Wyłącznie. Wczoraj wróciliśmy do epoki PRL, w której sądy należały do władzy. Od dziś też będą należeć, ale suweren tęskni za PRL, tak jak za Państwowymi Gospodarstwami Rolnymi, którymi ostatnio oczarował suwerena minister “niedzisiejsza twarz” Jurgiel. I nieważne jest to, że Jarosław Kaczyński podczas obrad okrągłostołowych definitywnie opowiadał się za rozdziałem władzy. Wtedy, to było wtedy, dziś jest dziś. Dziś on rządzi i nic mu nie może przeszkadzać.

Wczoraj i w najbliższych dniach władza kupi sobie bezkarność całkowitą. Jeśli ktoś wierzy w to, że jakikolwiek przedstawiciel tej władzy stanie przed obliczem sprawiedliwości, to znaczy, że jego naiwność sięga poziomu oseska. Dziś władza sądownicza i prokuratorska jest w jednym ręku – w ręku pana Zbyszka, który panem Zbyszkiem jest, ale co z tego, skoro dopiął swego? Władzę taką dzierży osoba, której w poprzednim rozdaniu sejmowym ówczesna władza nie potrafiła postawić przed Trybunałem Stanu. Wtedy zabrakło pięciu głosów, wczoraj z głosowania nad ustawą o KRS wyłączyła się cała opozycja (nawet muzycy rockowi) z wyjątkiem dwóch posłów PO. Dla zerwania kworum nie miało to znaczenia, ale po raz kolejny pokazało, że Platforma, to partia niespójna, co pijarowo wygląda beznadziejnie. Dwa głosy wczoraj i pięć wtedy, to właśnie symbol groteski.

A z PiSem wygrać może tylko armia. Karna, jedna (w sensie zjednoczona) i zdecydowana. I dopóki tak nie będzie cała energia wielu ludzi, dla których państwo PiS to koszmar z ulicy Wiązów, pójdzie wraz z parą przez gwizdek. Żeby sobie pogwizdać.

Co trzeba zrobić, żeby zacząć doganiać PiS? Doganiać, bo o wygranej jeszcze długo nie będzie mowy. Więc co trzeba zrobić?

  1. Zewrzeć szyki. To oznacza twarde, ale konkretne rozmowy w gronie PO+N+PSL. To też oznacza uzgodnienie wspólnego kandydata na prezydenta Warszawy, aby skończyć z żałosnym grillowaniem Gronkiewicz-Waltz w celu zarobienia paru złudnych punktów procentowych przed wyborami prezydenckimi w stolicy.
  2. Ruszyć z kontrofensywą w sprawie SKOKów. Powołać wreszcie sejmową komisję, tak jak to zrobił Macierewicz w poprzednim Sejmie. Warunek jest taki, aby ta komisja żyła. I to głośno.
  3. Przygotować rzeczową i konkretną konferencję prasową na temat prywatyzacji w Warszawie, a na przesłuchania przed komisję ds. reprywatyzacji wysyłać przedstawiciela Urzędu Miasta. Nikogo nie obchodzi dzisiaj to, że ciało to ma wątpliwą osobowość prawną.
  4. Przedstawić kilka głównych haseł wyborczych z programu wyborczego. Kilka mocnych akcentów, ale nie związanych z puszczą i zwierzątkami w Sejmie, tylko z codziennym życiem ludzi i przedsiębiorców. Zapowiedzcie choćby uporządkowanie działalności firm leasingowych w Polsce. Tym choćby zyskacie głosy biznesu. Powiedzcie o żłobkach, przedszkolach i programie dofinansowania opłat za nie.
  5. Postawcie na wszystkie te projekty, które są związane z edukowaniem społeczeństwa i które położą skuteczną tamę wszystkim kłamstwom i manipulacjom władzy.
  6. Zorganizujcie swoje, wspólne, opozycyjne marsze w kontrze do miesięcznic. Dzień po i w tym samym miejscu. Tamtych zostawcie z ich duchami, niech chodzą. W końcu przestaną, gdy ich ignorować się będzie.
  7. Wprowadźcie wreszcie w życie hasło: polityka informacyjna, głupcze!

Wasi wyborcy i sympatycy, to trudny elektorat, o wiele trudniejszy, niż elektorat PiS, którego kupić można świecidełkami. Wasz elektorat jest wymagający i nie wybacza szybko wszelkich wpadek. Punkty poparcia tracicie szybko, a odzyskanie ich kosztuje sporo czasu. Wiem, nie macie łatwo, ale kto powiedział, że bycie przedstawicielem wymagającej części społeczeństwa jest proste?

Wasi wyborcy i sympatycy dość mają tych ciągłych przegranych potyczek i to w sprawach fundamentalnych. Chcą wreszcie zobaczyć opozycję przez duże O.

Na co czekacie?

 

Czytaj również