Dla Katarzyny Lubnauer in memoriam

Drukuj

Przepraszam czytelników, że znów zawracam wam głowę, naprawdę chciałbym rzadziej, ale polska polityka jest od czasu jakiegoś gorąca i nieprzewidywalna jak nigdy. Ciągle nas czymś zaskakuje, nie dając od siebie odpocząć. Oczywiście, zawsze można wyłączyć kolorową skrzynkę z głosem, telefon lub komputer i iść na spacer. Ale czy na pewno?

Przyznam się otwarcie i nieskrycie: zaskoczyły mnie wydarzenia w Nowoczesnej. Wiemy też, że nie tylko mnie. Być może samego przewodniczącego, choć jak obserwuję Petru od lat, nie wygląda mi na gościa, który nie ma planu B, a na wypadek niemożności jego zrealizowania, także planu C. Znam to uczucie, gdy nagle jesteś zaskoczony czymś negatywnym, a jesteś człowiekiem czynu, doba ci wystarcza, aby dojść do siebie. Potem się otrząsasz i już możesz bić się dalej. Jak sądzę, Ryszard Petru, to taki zawodnik właśnie jest. Nie wierzę, że nie zakładał przegranej i że nie ma planów B i C.

Kobiety z reguły są lojalne, ale nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Choć muszę przyznać, że moje doświadczenia życiowe, każą mi jednak w kobiecą lojalność wierzyć mocno. Mimo paru wyjątków jakie mnie spotkały, ale to pewnie z mojej winy było. Lepiej mi, gdy tak myślę. To samo zalecam Ryszardowi. Jeśli bowiem prawdą jest, a wróble na dachu ćwierkają, że jest, że panie z pierwszego szeregu Nowoczesnej obiecały Petru, iż nie wystartują w wyborach na przewodniczącego, to oczywistym jest, że postąpiły nielojalnie. Może miały powody? Albo może to tylko takie tłumaczenie? Lubnauer zatem postąpiła wobec Petru mało elegancko. Teraz mówi: pogódźmy się i pracujmy dalej razem. Zawsze mnie zadziwia, jak zwycięzca w nie do końca czystej grze łatwo przechodzi do takich słów. A ten pokonany, to niby co ma powiedzieć? Ok, jest super, idziemy dalej razem! Tak ma powiedzieć? No ja osobiście wątpię. Lubnauer wbiła Petru nóż w plecy i nie wierzę w żadne pojednanie. Każdy złożony jest z emocji, ale także i ma jakiś honor. Własny.

Panie zagrały va bank i muszę przyznać, że nie jestem pełen podziwu dla ich odwagi. Wzięły na siebie ciężar nie tylko przyszłości nowej, bądź co bądź, partii, ale, i to znacznie bardziej ważniejsze, przyszłości opozycji. Nie podejrzewałem je o aż taki brak znajomości rzeczy. Główną wadą Nowoczesnej i przez to słabym argumentem w rozmowach z PO, było i jest, i będzie nadal, brak struktur i pieniędzy. Petru to czuł, panie widać zapomniały. Można oczywiście mieć zastrzeżenia do Petru o jego światełko w tunelu i o idiotyczny wyjazd na Maderę, nawet jego urocze passusy (pisałem o tym w styczniu bodaj), ale Petru miał rzecz najcenniejszą – to on przyciągał pieniądze do Nowoczesnej. Z całym szacunkiem dla pani Lubnauer, czy pani Gasiuk-Pihowicz, ale to nie one były (i nie będą) akwizytorkami funduszy niezbędnych do życia. A jeśli o tym wiedziały, to tym bardziej ich ruch uważam za, proszę mi wybaczyć, idiotyczny.

Na dziś przyszłość Nowoczesnej widzę tak: Katarzyna Lubnauer i jej grupa zrobi Nowoczesną Lubnauer i odejdzie w niebyt, jak Ruch Palikota (brak pieniędzy i struktur), a Nowoczesna Petru połączy się z PO, bo polityka to nie tylko emocje, ale także, a może przede wszystkim, racjonalne i chłodne myślenie. Tak właśnie Nowoczesna podzieli los Ruchu Palikota i przejdzie do historii po spektakularnym upadku.

Ludzie w PO już to wiedzą i zacierają ręce. Platforma bowiem odbuduje swój stan posiadania, co paradoksalnie nie musi być wcale złym rozwiązaniem.

A Katarzynie Lubnauer pozostanie jeszcze jedna opcja: połączenie się z Razem i SLD, ale to już zdaje się próbował zrobić Palikot…

Kłaniam się państwu.

 

 

Czytaj również