Demokracja przypinkowa

Drukuj

Właśnie dowiedzieliśmy się, że żyjemy w demokracji przypinkowej. Czym jest demokracja przypinkowa? To najlepsza demokracja w Europie jak zapewniał nas prezes PiS jeszcze nie tak dawno z poważną miną. A jak prezes o czymś zapewnia, zwłaszcza z poważną miną, to na pewno tak jest. Dla mnie była to mina głęboko szydercza.

Suweren, ten gorszy, bo dla tego lepszego sprawa to godna poklasku – a jakże, uświadomił sobie oto, że najsilniejsza demokracja świata jaką staliśmy się dwa lata temu, boi się trojga nastolatków z przypiętymi do ubrań znaczkami. A może na tych znaczkach jakieś ksenofobiczne i faszystowskie teksty były? Może coś co zagrażało bezpieczeństwu narodowemu? Może coś, co zagrażało życiu najwyższych czynników państwa, z nadprezydentem, nadpremierem, nadkażdymministrem i w ogóle nad włącznie? Cóż to było?!

Oto na przypinkach widniały hasła straszne dla państwa, które groziły jego totalną destabilizacją: „Uchodźcy mile widziani”, „Nie dla chaosu w szkole”, „Your rights, our fight”, a także loga Parady Równości i Partii Razem. Jasny gwint – masakra jakaś! Oczywiście obrońcą państwa okazał się – a jakże – nadgorliwy Marszałek Kuchciński, który własną nagą piersią, niczym Tadeusz Reytan na Sejmie Rozbiorowym, uchronił Ojczyznę naszą przed zagładą. To z jego nakazu Straż Marszałkowska dokonała aborcji na umysłach nastolatków. Coś Pan Marszałek szczęścia nie ma – najpierw usuwa posła za słowa “marszałku kochany”, teraz uczniów za jednoznacznie uczuciowo ukierunkowane znaczki. Pan Marszałek wyraźnie nie lubi szczerych uczuć miłości. Jak mu to pasuje do głęboko wyznawanej wiary w Jezusa Chrystusa, który przecież cały zbudowany jest z miłości – ni cholery nie wiem. Ale ja, szary człowieczek gorszego sortu, nie jestem pewnie naznaczony przez Najwyższego, abym pojmował wiarę Pana Marszałka i szerzej – polskiej prawicy. Fakt, to nie jest do ogarnięcia dla takiego głupka jak ja. Od rozumienia wiary obozu władzy są inni, znamienici członkowie narodu polskiego, chociażby kibole i bojówki ONR. Oni zawsze doskonale i dogłębnie wyjaśnią mi, czym jest wiara w Boga. Przy okazji – w Honor i w Ojczyznę także.

A czym jest ta bogobojna, pełna honoru Ojczyzna PiS? To szczególne, nawet jak na dzisiejsze czasy, państwo. Państwo to nieustannie walczy z komuchami, ale w swojej nowomowie, która wcale taka nowa nie jest, bez ustanku używa kalek z czasów PRL. Nie ma dnia, aby w uszach mych nie rozbrzmiewał głos I sekretarzy w osobach mistrzów pustosłowia Gomułki i Gierka, a często też i Jaruzelskiego. Nie ma dnia, abym nie przeczytał gdzieś typowych dla tamtych czasów miałkich słów. Rozumiem, że oni do swojego elektoratu głównie gadają, ale że aż tak go nisko cenią, to chyba przesada i przejaw przesadzonego optymizmu. Często zastanawiam się kto im pisze te przemówienia i podsuwa teksty do powielania, bo zaiste musi być to ktoś głęboko w tamtych czasach zakorzeniony. Nie jest to przypadkiem główny intelektualista prawicy – sam Pan Prezes w osobie własnej? Wszak nic o nich bez niego.

Ostatnio nowa fala tej starej mowy przetoczyła się przez media społecznościowe po “haniebnych” słowach krytyki ze strony Donalda Tuska na haniebne słowa Pani Premier w Oświęcimiu bezmyślnie wypowiedziane. Cóż takiego napisał szef Rady Europejskiej? Nic strasznego, po prostu tyle tylko, że nie godzi się w takim miejscu, tak mówić. W odpowiedzi prawica wytoczyła działa Nawarony przeciwko byłemu Premierowi, powielając przekaz, że “nagonka na Beatę Szydło, to nagonka antypolska”. Wypisz, wymaluj, wróciłem do lat 70 i 80. Czysty PRL. Czysta paranoja!

Jednocześnie to silne państwo płacze jak dziecko, gdy Premier Tusk nie zauważy jakiś sukcesów na skalę światową tego silnego państwa, jak choćby wybór Polski na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, gdzie byliśmy jedynym kandydatem. Płacze, ale słowem nie wspomni, że gdy państwo Platformy i PSL odnosiło sukcesy, potępiali je w czambuł bez przerwy.

Ta silna demokracja europejska jest państwem, które przeciwstawia się bardziej rozumnej części polskiego kościoła w sprawie korytarzy humanitarnych, jest państwem, które w wygodny dla siebie sposób interpretuje nie tylko Konstytucję, ale także Pismo Święte i jest także państwem, które boi się nie tylko paru młodych ludzi, ale też kilku tysięcy samotnych matek, dzieci i starców z Syrii.

Ta idealna demokracja szuka winy w zabitym na komisariacie młodym człowieku, próbując teraz zrobić z niego przestępcę, ale nie jest w stanie przez ponad rok pokazać faktycznych przestępców w mundurach tego państwa. Nie jest w stanie przez ponad półtora roku zakończyć sprawy związanej z pękniętą gumą w prezydenckim samochodzie, a przez kolejnych kilka miesięcy zamknąć i przekazać do sądu spraw związanych z wypadkami ministra obrony i premier rządu, i to tylko dlatego, że wszystko wskazuje na to, że oczywista wina leży nie tam, gdzie funkcjonariusze partyjni tego państwa orzekli już od razu.

Ta silna, i jedynie słuszna, demokracja, boi się głosu artystów, wycofując dofinansowanie bardzo znanego nie tylko w Polsce Festiwalu Malta w Poznaniu, tylko dlatego, że jednym z jego tegorocznych twórców jest reżyser ponoć obrazoburczej sztuki “Klątwa”. Ta demokratyczna władza boi się nawet głośnej na cały świat akcji charytatywnej, która ratuje polską służbę zdrowia od 25 lat, a której zwieńczeniem jest także znany na świecie Przystanek Woodstock. Jednocześnie zaś, ta najlepsza pod słońcem demokracja, nie jest w stanie przy pomocy odpowiednich organów nic zrobić w sprawie skandalicznych, rasistowskich i ksenofobicznych wypowiedzi na portalach społecznościowych dotyczących zmarłych, głównie uchodźców, w płomieniach wieżowca w Londynie. Gdzie jest prokuratura tego państwa? Dlaczego te osoby nie są ścigane z urzędu na mocy artykułów kodeksu karnego? Czy nie aby dlatego, że komentarze te wpisują się w całokształt niepojętej polityki tego państwa? A to przecież niskie jest i krótkowzroczne, niczym wzrok krótkowidza.

To samo państwo w osobie ministra sprawiedliwości zamierza złożyć do Sądu Najwyższego kasację wyroków dwóch instancji sądowych w sprawie skazania drukarza, który odmówił wydrukowania plakatów promujących środowisko LGBT, wykorzystując do tego celu przeforsowaną przez siebie nowelizację kodeksu postępowania karnego, która umożliwia prokuratorowi ingerencję w wyroki tychże sądów. To samo państwo chroni aptekarzy, którzy w imię fałszywie pojętej wolności sumienia, nie chcą sprzedawać tabletek antykoncepcyjnych, czy tabletek “dzień po”. To samo państwo chroni lekarzy, którzy odmawiają legalnej aborcji, prawo do której zapisane jest w Ustawie Zasadniczej.

Bo prawo do wolności sumienia mają tylko ci obywatele tego państwa, którzy myślą podobnie jak władza. Wszyscy, którzy myślą inaczej, to zdrajcy narodu, komuchy i ubeckie nasienie. Czy funkcjonariusze tego państwa nie widzą jak bardzo podobni są do funkcjonariuszy epoki PRL, z którą jeszcze nie tak dawno przecież walczyli?

Każdy obywatel Rzeczypospolitej ma święte, nomen omen, prawo do swoich poglądów, przekonań i do tego z kim sypia w łóżku, jeśli tylko ten ktoś jest pełnoletni. Każdy ma prawo do własnej wypowiedzi artystycznej i do tego, czy ma ochotę stosować antykoncepcję lub skorzystać ze zwykłego kondoma. Każdy obywatel Rzeczypospolitej ma prawo nosić dredy lub łysą głowę, być wydziarany na czole, plecach, czy w okolicach bikini. Każdy obywatel tego państwa ma prawo do siebie po prostu i żaden polityk, jeden z drugim, nie ma prawa mu tego odbierać.

Zrozumieli to gimnazjaliści i licealiści, którzy przypięli sobie oczywiste dla nich znaczki. I jest to pokolenie, o które trzeba wszystkimi siłami bić się, bo to te pokolenie za chwilę pójdzie do urn wyborczych oddać swój pierwszy w życiu głos i to od nas, tych wszystkich, którzy wolność pojmują w sposób otwarty, zależy, kogo ta młodzież wybierze.

Zrób wszystko, ty, i ty, i ty, żeby był to głos wolny, ale i tę wolność ubezpieczający.

Czytaj również