Czym są dziś słowa?

Drukuj

Planowałem Państwu głowy w Święta osobą swoją nie zaprzątać, ale jakoś tak mnie naszło o 3:30, gdy cisza w domu już dawno nastała i za oknami też. Za godzinę z małym okładem, kończąc ten tekst, usłyszę zza okna pierwszy tego dnia trel ptaków, które oznajmią mi świtanie. Każdy ma swoją Jutrznię i Godzinę Czytań. Moja niezmiennie i od lat jest właśnie o tej porze.

Jedni powiedzą, że los, drudzy, że Bóg (nieważne jakie ma imię), dał nam przywilej lub nieszczęście, żyć w tych przedziwnych czasach, w których nawet fundamentalne dla kultury zachodu słowa nabrały innych znaczeń i dzisiaj są słowami bez żadnej treści. Prawda, kłamstwo, manipulacja, przeinaczanie faktów, fakt, domysły, przyjaźń, niezłomność, pomówienie, służba ojczyźnie, nam się należy, białe, czarne, uroda, szpetota, analiza, powierzchowność opinii, wiara, Bóg, honor i ojczyzna. Można by w zasadzie przepisać pół słownika języka polskiego. Panta rhei kai ouden menei. Dziś każdego już można nazwać złodziejem, kłamcą i sprzedawczykiem. Co gorsza, języka tego używają nawet osoby deklarujące się jako liberalne, opisując w ten sposób tych i te formacje, które są po tej samej, szeroko pojętej stronie. Etap, kiedy prawica nazywa tak przeciwników mamy już za sobą. Dziś wchodzimy w kolejny – kiedy “mówienie PiSem” używane jest wobec podobnych sobie. Porażające jest to, że to cecha osób o poglądach liberalnych i lewicowych, czyli tych, od których oczekuje się głębszej analizy zdarzeń, zamiast płytkiego bełkotu rodem z prawicowych mediów. A spróbuj zwrócić uwagę, jednej czy drugiemu – usłyszysz, że jesteś indolentem i będzie to łagodnie powiedziane. Wydaje się, że określenia: grabież i złodziejstwo są jasno opisane w słowniku oraz kodeksach, ale co tam – dla własnych, doraźnych i prywatnych celów, można tak nazwać każdego, kto tylko myśli inaczej. I wszystko jest w porządku.

Czy jest? Jaki to problem sfingować dowody, znaleźć świadków, którzy nawet przed sądem, pod przysięgą, będą kłamać w żywe oczy, po to tylko, aby zniszczyć człowieka? Żaden. Jaki to problem odpowiednio spreparować dowody i przygotować wymyślony w całości akt oskarżenia, po to tylko, aby uderzyć w przeciwnika? Żaden. Jaki w ogóle problem oczerniać dziś kogoś bez końca nie tylko w polityce, ale też w biznesie? Żaden. Każda metoda dobra, by uzyskać określony cel. Za wszelką cenę. Tego się dorobiliśmy przez blisko 30 lat wolności. Wszystko płynie i nic już nie jest takie same.

Wszystko dziś stoi na głowie. W czasach, kiedy mówienie o urodzie kobiet jest dla sporej ich części obelgą (one tak twierdzą), kiedy księża gładko kłamią podczas homilii i słowa nieprawdy im przez gardło przechodzą, niczym nieskalana gołębica, refleksyjny człowiek szuka oparcia w czymś, co nazywa się normalnością. A normalności nam dzisiaj właśnie potrzeba najbardziej, bo to towar absolutnie deficytowy.

W tych właśnie czasach, od lat dla mnie wzorem niezłomności jest Maciej Lasek, człowiek niepokonany. Od ośmiu wiosen obserwuję go z niezmiennym podziwem. Jest dla mnie kanonem spokoju, wiedzy i wiary we własne umiejętności, i co najważniejsze, jest taki na przekór wszelkim osobistym atakom. Ilość hejtu, jaka wylewa się na niego i wylewać będzie przez lata jeszcze, porównywalna jest jedynie z ilością gówna, wylewającego się na Donalda Tuska. Pod tym względem mogą się, Panowie, poklepać po ramionach i powiedzieć do siebie “cześć, stary!”.

Macieja poznałem osobiście całkiem niedawno. Los nas ze sobą połączył i wierzę, że nie na krótko, i że będzie mi dane uczyć się od niego jego spokoju i wyważonych opinii człowieka doświadczonego, mimo, że ode mnie nieco młodszego. Ilekroć rozmawiamy ze sobą, mam zawsze nieodparte wrażenie, że przyszło mi spotkać człowieka bardzo mądrego i wyważonego w opiniach, a co najważniejsze, nigdy nikomu nienarzucającego swojego zdania i bardzo szanującego nie tylko rozmówcę, ale co najbardziej cenne, także ludzi wrogo do niego nastawionych. Z przyjemnością czytam jego komentarze na Twitterze, kiedy z wrodzoną sobie cierpliwością po raz setny tłumaczy podstawy fizyki i matematyki. Ja tak nie potrafię. Tym bardziej mnie Maciej fascynuje. Macieju, życzę Ci tej wytrwałości i siły spokoju do końca świata i jeden dzień dłużej, na przekór tym, którzy Ciebie nie szanują. Bądź zawsze nad brzegiem swojego Gangesu, czekając, aż oni tamtędy przepłyną.

Bo ja, jak zapewne i spora część Państwa, sądzę, że Polska musiała, w prezencie od losu, czy od Boga, nieważne o jakim imieniu, dostać to, co nas spotyka od kilku lat, a co zostało szyderczo nazwane prawem i sprawiedliwością. Sądzę, że to swego rodzaju lekcja pokory, rozumu i pewnej istotnej wiedzy, po to, abyśmy mogli doznać swoistego katharsis na przyszłość. Wierzę, że już wkrótce wahadło wróci na swoje, centralne, miejsce, bo w życiu zawsze najlepsze efekty osiąga się, idąc środkiem, a nie poboczami, lewym czy prawym. Bo prawdziwą naturą człowieka jest koncyliacyjność a nie wieczna wojna. I mylą się ci, którzy sądzą inaczej. Nie da się bowiem budować szczęśliwego świata opartego na permanentnym chaosie, tworzeniu co trzy lata nowych partii i niszczeniu praw, zapisanych już w starożytnym Rzymie czy w ateńskiej demokracji. Dziś, jak w najważniejszych momentach historii (niech nawet będzie, że hertorii), potrzeba nam rozumu, pisanego wyłącznie przez duże R.

Czego Państwu i sobie życzę.

 

Czytaj również